(Tadeusz Żółwiowski, w rozmowie ze szwagrem)

 


Żyjemy w cywilizacji kłamstwa.

Akceptacja dla kłamstw jest powszechna. Aż trudno sobie wyobrazić, że może istnieć jakakolwiek dziedzina życia, w której zasadniczym zadaniem mediów nie byłoby manipulowanie ludzkimi umysłami.

W sprawie teorii propagandowych (przedstawianych na konferencjach prasowych, plakatach, w filmikach reklamowych, serwisach informacyjnych i komentarzach) wątpliwości być nie może. To zawsze, w jakimś stopniu manipulacja.

A co z poglądami alternatywnymi wobec przedstawianych w mainstreamie?  Część z nich może okazać się prawdziwa. Nie wszystkie z nich tworzone są z myślą o manipulacji...

Rozmawiają dwa prosiaki.

- Rajmund, nikomu o tym nie mówiłem, ale coś podejrzewam... Mnie się wydaje, że ludzie nas tutaj tak dokarmiają, bo chcą nas utuczyć, zabić i zjeść!

- Oj, Stefan, Stefan... Ty i te twoje teorie spiskowe...



Telewizyjne programy publicystyczne są nudne. Z góry wiadomo kto, co i jak powie. Giganci komentatorstwa  wiedzą, że na samodzielne opinie to sobie mogą pozwolić u cioci na imieninach, za to w telewizji musi być porządek...

O tym, że dyskusje ze szwagrem są ciekawsze od tych medialnych przekonałem się dawno temu. Akurat w telewizji polityk Miller Leszek bajał czego to nie planuje dokonać razem ze swoim właśnie tworzonym rządem. Jak na polityka mówił całkiem ciekawie!

Pewnie i ja, i szwagier zasłuchalibyśmy się dokumentnie w panamillerowych bajaniach, gdyby nie dziennikarka Pieńkowska Jolanta. Dyponująca mimiczną dzikością dziennikarka  co chwilę przerywała opowiastki programowe Millera pytaniami o personalia. "Czy Marek Borowski będzie ministrem finansów?", "Kto w ministerstwie obrony?"... Kiedy nieco zniecierpliwiony Kanclerz próbował wytłumaczyć, że rząd dopiero będzie tworzony i jego zamierzeniem jest dobór ludzi do zadań które są do wykonania, a nie obdzielanie wybranych ludzi stanowiskami, dzikooka dziennikarka... rzucała kolejnym pytaniem, które nie miało żadnego związku z wypowiedzią indagowanego polityka...

Po paru minutach takiej dyskusji żeśmy ze szwagrem byli mocno zdegustowani... Kiedy tylko Kanclerz rozpędza się i próbował rozwinąć jakąś swoją myśl, Dzikooka dawała mu do zrozumienia, że wypowiedziane hasło świetnie zastępuje odpowiedź, po czym zadawała kolejne pytanie oczekując kolejnego nierozszyfrowanego hasła...  Zrezygnowany Kanclerz przestał odpowiadać pełnymi zdaniami, aż w końcu na prośbę o ocenę jakiejś medialnej wizji odpowiedział tylko, że jest to teoria spiskowa. Pani redaktor program zakończyła...

- Ale on wcale nie ocenił sensowności, ani nie oszacował prawdopodobieństwa realizacji scenariusza przedstawionego przez panią redaktor! - kwaśno stwierdził Szwagier - Oboje zachowali sie tak,  jakby na polityczną rzeczywistość składały się tylko niusy z konferencji prasowych i inne oficjalnie prezentowane informacje.  

Szwagier wygłosił spiskową tezę. Stwierdził, że ulotki, plakaty i oficjalne przemówienia nie dają pełnego obrazu rzeczywistości. 

W tej sytuacji ktoś mylić się musi...

Szwagier, czy telewizyjni profesjonaliści?




  

 

image