(tekst z 17.09.2010) Dziś w "Radiowej Trójce" Michał Karnowski rozmawiał z Jarosławem Kaczyńskim.

Najbardziej zainteresował mnie pewien mało efektowny wątek. "Dlaczego nie słychać w mediach głosu opozycji domagającej się ratowania Polski przed finansową katastrofą?".


Sytuacja jest kuriozalna. Nadchodzi katastrofa, a ministrowie mają luzik. Spokojnie zwiększają wydatki, zatrudniają coraz to nowych urzędników, wymyślają coraz to nowe podatki, bzdurzą o zielonych wyspach i wzroście PKB... Nie przejmują się długiem publicznym. Z uśmiechem czekają aż okręt zatonie.

W tym czasie medialne wypowiedzi zawodników z Prawa i Sprawiedliwości dotyczą na przemian jakiegoś posła PO z Lublina, krzyża przed Pałacem, katastrofy pod Smoleńskiem, wewnętrznych konfliktów w PiS, listów otwartych, wywiadów z wiernymi i niewiernymi partii, układu sił w partii...

Jarosław Kaczyński stwierdził, że taki zestaw tematów narzucany jest przez media, które pomijają wypowiedzi polityków PIS na temat konieczności ratowania Polski przed finansową katastrofą...


Pewnie tak właśnie jest.  Medialni profesjonaliści skrupulatnie wykonują swoje zadania. Odwracają uwagę od najważniejszych spraw, tworzą "fakty medialne",  dorzucają do piecyka z emocjami, manipulują, prowokują...  

Tak jest od lat. Tyle, że teraz sytuacja jest wyjątkowa... Jeśli dla funkcjonariuszy i sympatyków Prawa i Sprawiedliwości Polska jest najważniejsza, to nie powinni spokojnie przyglądać się jak rząd zadłuża Kraj w tempie 100 miliardów złotych rocznie!

Rząd w porozumieniu z mediami ucieka w marketing polityczny. Czy jest na to jakaś recepta? Sposób na przymuszenie marketingowców do skoncentrowania się na rzeczywistych problemach? Jest, ale wymaga to wspólnego wysiłku, uporu i odporności na prowokacje. 

Panie Prezesie, mediom trzeba konsekwenctnie skracać pole gry. A polityków rządowej partii systematycznie przywoływać do porządku. Poniżej elementarny przykład.


Przy WSZYSTKICH dyskusjach w mediach warto mówić dziennikarzom:

"Przepraszam panie Redaktorze, że Panu przerwę... Miło, że rozmawiamy o problemach naszej partii, ale ten program trwa już godzinę, a w tym czasie dług Polski wzrósł o ponad 10 milionów złotych. Może warto w tym miejscu przerwać program i zapytać ministra finansów (teraz przykładowe, delikatne pytanie...):

NA CO CZEKASZ BYDLAKU???"

Nie upieram się, że pytanie musi brzmieć dokładnie tak... Chodzi o sens, a nie formę.

Coś na kształt zawołania "Na co czekasz, bydlaku???" powinno budzić ministra finansów każdego dnia.
 

Dlaczego akurat "bydlaku"? Chyba to już kiedyś wyjaśniałem...